Article

National Geographic Traveler / Tanie podróżowanie: Skandynawia – korona to niemało

Dania, Szwecja i Norwegia słyną z dizajnu, przyrody … i wysokich cen. Pociąg wjeżdża na peron niemal bezszelestnie. Pasażerowie czekają w kolejce do wejścia do wagonu, nikt się nie przepycha. Co prawda jestem w Danii, ale również tutaj wydaje się obowiązywać szwedzka zasada lagom – spokoju i umiarkowania. Mimo tej pozornej powolności pociąg rusza z dworca w Kopenhadze punktualnie co do sekundy. Po drodze do celu – niewielkiej, malowniczej wysepki Ærø – powinnam podziwiać sielskie duńskie widoki: rozległe polany, żaglówki cumujące przy morskim brzegu i kolorowe domki. „Powinnam”, ale nie mogę ode-rwać wzroku od portfela. Gdzie są moje pieniądze? – kołacze mi w głowie, kiedy zapisuję wydatki z ostatniej godziny w notesie: woda – 10 zł, kawa – 25 zł, kanapka w kiosku z gazetami – 30 zł, bilet na pociąg – 200 zł. Wiedziałam, że będzie drogo, ale żeby aż tak?! Wspomnienie z mojego pierwszego wyjazdu do Skandynawii można podsumować jednym słowem: panika.

A miało być tak pięknie: oczami wyobraźni widziałam mieniące się w słońcu szkierowe wysepki, głęboki błękit fiordów i tartę żurawinową zjadaną przy zachodzie słońca, słowem: błogi spokój. Na szczęście odzyskany, gdy na ratunek przybył mój instynkt podróżnika. Dzięki temu później było już tylko lepiej, a ja nauczyłam się pragmatyzmu.

DROGA JEST CELEM
Bo w Skandynawii dobry plan to podstawa. Po kilku lekcjach podróżowania cena biletu lotniczego do któregokolwiek z północnych krajów przekraczająca 150 zł w obie strony wydaje mi się niezwykle wygórowana. Dzięki tanim liniom zdarzało mi się latać do Sztokholmu za 30 zł, do Kopenhagi za 80, a do Oslo za 120 – to jednak wymaga śledzenia promocji i szukania najlepszych ofert. Z podmiejskiego lotniska zawsze jeżdżę autobusem zamiast – droższym – pociągiem, z biletem w obie strony; jest tańszy i ważny trzy miesiące. Jeśli jeżdżę między miastami, staram się zarezerwować bilet przez internet, koniecznie z dużym wyprzedzeniem – dzięki temu płacę nawet połowę mniej. W miastach sprawdzam, gdzie są najbliższe stacje systemu rowerowe-go, żeby nie wydawać horrendalnych sum na komunikację miejską, lub po prostu chodzę pieszo – żadna ze skandynawskich stolic nie jest wielką metropolią.
Oczywiście nie wszędzie można dotrzeć w ten sposób – szczególnie w najbardziej malownicze, ale trudno dostępne regiony. A czym byłaby wycieczka na północ bez fiordów? Tutaj z pomocą przychodzą tanie autobusy oraz sieć publicznego transportu, którym można dotrzeć niemal wszędzie, na przykład do norweskiego regionu Nordmøre, nazywanego przez mieszkańców „Norwegią w miniaturze”. Jest tu wszystko, co najlepsze: najpiękniejsze fiordy, tysiące wysp wzdłuż spektakularnego wybrzeża Atlantyku i malownicze nadmorskie miasteczka, które zachowały tradycje rybackich wiosek.

Przez okno autobusu oglądam taflę jeziora gładką jak szkło, w której odbijają się góry. Prawie nie ma zabudowań – to królestwo lasów i jezior, które wydaje się nieruchome i niezmienione od tysięcy lat. Po drodze można napotkać na przykład takie cuda jak dolina Innerdalen, otoczona majestatycznymi górami Innerdaltårnet, skute lodowcem szczyty, gigantyczne wodospady i dziewicze lasy.  Cała trasa liczy 190 km oznaczonych szlaków, które można dowolnie podzielić na krótsze odcinki. Na zmęczonych turystów czekają wygodne łóżka w domkach należących do Norweskiego Stowarzyszenia Trekkingowego (DNT ); wiele z nich jest zaopatrzonych w prowiant, a cena noclegu zaczyna się od 30 zł. (…)