Article

National Geographic Traveler / Pasterze z początku czasu

Republika Sudanu Południowego jest najmłodszym państwem świata. Po latach kwawych konfliktów zbrojnych odradza się tam pradawna kultura Dinków.

Ma na imię Majok. Jego imię oznacza również maść byka, którego otrzymał 
po osiągnięciu dojrzałości. Według Dinków – najliczniejszej grupy etnicznej, której poszczególne klany są rozproszone wśród grzęzawisk dorzecza Nilu na terenach od 2011 należących do Republiki Sudanu Południowego – więź między człowiekiem a ofarowanym tego dnia zwierzęciem jest szczególna: byk nie tylko odwierciedla osobowość właściciela, ale pośredniczy między nim a bogami. Mimo, że zwierzę o tej maści jest szczególnie cenione w społeczności Dinków, Majok nie może liczyć na taryfę ulgową. A praca przy stadach nigdy się nie kończy: każdy dzień rozpoczyna ściśnięty pod brzuchem nerwowo wierzgającego zwierzęcia, jego twarz pokrywają krople potu, gdy energicznie pociągając wymiona zbiera mleko do wiadra, które przytrzymuje kolanami. Następnie zgarnia krowie łajno, aby wyschło na słońcu. W glinanych baniakach gromadzi mocz zwierząt, którym będzie oblewał głowy starszych braci – to część rytuału piękności Dinków dzięki któremu włosy nabierają charakterystycznego, żołtawego odcienia. Wieczorem, gdy nad równiną
unosi się dym z palonych ognisk, Majok przyprowadza stada do wioski. Doskonale zna wszystkie swoje zwierzęta, potrafi opisać ich poroża, troszczy się o nie kiedy są chore i śpiewa im, gdy są niespokojne. – Więź jaką Dinka mają ze swoimi zwierzętami jest nieprawdopodobna, opowiada fotograf Casper Hedberg. – Kiedy przyjechałem do ich wioski, zobaczyłem masę krów i nie widziałem między nimi żadnej różnicy. Ale dla Dinków każda krowa to osobna istota o niepowtarzalnym charakterze. Właściciele stad doglądają każdego zwierzęcia, głaszczą po brzuchu i wcierają dym w ich sierść by chronić przed muchami tse tse i komarami, ale też dla urody. W końcu “makijaż” ludzi to również popiół wtarty w ciało, który zmywa się
przy pomocy … krowiego moczu, mówi Hedberg. Dokładnie jak setki lat temu głównym składnikiem diety Dinków jest mleko, posłaniem słoma którą dzielą ze zwierzętami, a majątkiem stada. W niektórych klanach związek między ludźmi i zwierzętami jest również zapisany na skórze w

postaci tradycyjnych skaryfikacji przypominających kształtem rogi byka. Blizny na twarzy i ciele oraz wybite podczas inicjacji zęby są oznaką dorosłości i dowodem na to, że członek plemienia osiągnął dojrzałość i jest odporny na ból. Mimo, że wydaje się, że nic się tu nie zmieniło od wieków, społeczność Dinków dopiero odradza się po latach dramatycznych konfliktów ogarniających cały kraj.

Jeszcze przed uzyskaniem niepodległości przez Sudan w 1956 roku na tym
terenie trwały walki plemienne, a w kolejnych latach lud Dinka padł ofiarą
najkrwawszej wojny domowej między muzułmańską północą kraju a południem zamieszkanym głównie przez chrześcijan i animistów. Według szacunków w konflikcie zginęły nawet 2 miliony członków tej społeczności. Porozumienie pokojowe z 2005 roku zapoczątkowało zmianę, a 9 lipca 2011 roku ogłoszono powstanie nowego państwa – Republiki Sudanu Południowego. Jednak to pokój na kruchych fundamentach a od początku 2014 roku znowu jest tam niespokojnie.

Mimo niepewnej przyszłości, w wiosce Dinków czas się zatrzymał. Dla mnie to doświadczenie jest jak podróż do początków ludzkości i mam nadzieję, że ta kultura przetrwa, mimo wszystkich trudności, mówi Hedberg. Gdy słońce zachodzi, a nad pastwiskami unosi się żrący dym, następuję tradycyjna zmiana warty: muchy ustępują miejsca komarom. Majok
rozkłada brezentową płachtę, która jest jego posłaniem. Wokół drzemie kilkaset krów.