Article

National Geographic Traveler / Miasto aniołów

Ogród Oliwny, Golgota, Jordan – to jedne z najsłynniejszych miejsc w Jerozolimie. Również tej w … Etiopii. Lalibela to Święte Miasto wykute w skale i cel pielgrzymek chrześcijan, którzy właśnie tam obchodzą Boże Narodzenie.

Styczniowy poranek. Mgła zasnuwająca szczyt góry Abuna Josef w północnej Etiopii powoli opada a promienie słońca rozświetlają horyzont. Na tle rdzawych skał droga do Lalibeli wygląda jak pokryta śniegiem – to tutaj pielgrzymi wędrujący z każdego zakątka kraju do tego samego celu spotykają się tworząc niekończący się strumień, a z każdym ich krokiem ceglasty pył wzbija się w powietrze osiadając na śnieżnobiałych szatach i turbanach. Pył z czerwonego wulkanicznego tufu– tej samej skały, w której wykuto jedenaście kościołów w Lalibeli, prawdziwy cud na pustyni.

Trudno znaleźć inne wytłumaczenie, nawet naukowcom – to jedyne miejsce na świecie, gdzie całe bryły świątyń wykonano drążąc litą skałę pionowo w dół. Dla pielgrzymów jednak historia jest oczywista: to król Lalibela władający Etiopią w XII wieku natchniony boską wizją nadzorował pracę tysięcy robotników, którzy w ciągu dwudziestu lat wybudowali świątynie oraz labirynt korytarzy łączący niektóre z nich. Oczywiście nie sami – nocą pomagali im aniołowie. Zwieńczeniem dzieła jest kościół św. Jerzego, wybudowany na planie greckiego krzyża, czyli symbolu ortodoksyjnego chrześcijaństwa, które w niezmienionej formie kultywowane jest tutaj już od IV wieku.

Podróż do Lalibeli to podróż w czasie – opowiada autor zdjęć Mitchell
Kanashkevich – msze i ceremonie wyglądają tutaj jak przed setkami lat, księża recytują modlitwy zapisane w starożytnym języku ge’ez, no i niesamowita atmosfera, nigdy nie widziałem czegoś podobnego. To na pewno było niezwykłe Boże Narodzenie, do tego drugie w ciągu dwóch tygodni, żartuje fotograf. Boże Narodzenie wypada tutaj dopiero 7. Stycznia. Wieczorem nieprzebrany tłum białych postaci z płonącymi świecami w rękach zbiera się na nocne czuwanie. Ludzie są wszędzie – na kamiennych tarasach i w wąskich przesmykach między skałami. Niektórzy oparci o filary czytają wersy z Biblii, od czasu do czasu składając pocałunek na wilgotnych murach, inni klęczą na zimnej kamiennej podłodze, pozostali starają się utrzymać równowagę na stromych schodkach lub przecisnąć
bliżej centrum wydarzeń. Kapłani, ubrani w odświętne złote szaty intonują pieśń wybijając rytm metalowymi kołatkami sistrum, bębnami kebero oraz laskami modlitewnymi. Hipnozująca muzyka, śpiew i taniec rozbrzmiewają w pustynnej ciszy jeszcze wiele godzin.

Następnego dnia okolica pustoszeje i wydaje się, że to był tylko sen – mówi
Kanashkevich. Ale mistycyzm nigdy nie znika z Lalibeli. Kiedy pielgrzymi opuszczają święte miejsce, wyłaniają się jego stali mieszkańcy – pustelnicy medytujący w okolicznych jaskiniach. – Mam tu kilku przyjaciół, zwierzył się fotografowi jeden z nich. – Czasami rozmawiamy. O polityce, o żniwach, i o życiu po śmierci.