Article

National Geographic Traveler / Cena nie gra roli – tanie podróżowanie

Najważniejsza jest decyzja: jadę! Na wszystko inne są sposoby, wypróbowane przez podróżników, dla których to nie marzenia, ale styl życia.

Do Bulawayo docieram nocą, łapię taxi, by zawiozła mnie pod konkretny adres, do kolejnego couchsurfera, który mnie przy-garnia na następne trzy dni. (…) Samochód zajeżdża do jednej z posiadłości na peryferiach miasta. Wysoki mur i drut kolczasty. Brama wjazdowa. Znajduję dzwonek, zapala się światło w naj-bliższym budynku, wychodzi gosposia z młodym chłopakiem. Serdecznie mnie witają i prowadzą do mojego domu. Tak, domu, nie pokoju. Młodzieniec niesie moje wszystkie bagaże. Idziemy, wzrokiem nie mogę ogarnąć całej po-sesji. Wiktoriańskie domy, domeczki, stróżówki, basen, kort tenisowy (…) – tak Maja Sontag opisuje na blogu majubaju.pl swoją podróż do Zimbabwe. Podobnymi historiami sypie jak z rękawa. Maja zjeździła kilkanaście krajów: od Izraela, przez Madagaskar, po Australię. W dodatku nawet w tych miejscach, które uchodzą za drogie, znajdowała sposoby, żeby podróżować za grosze. Bo największą frajdę sprawia jej… ograniczony budżet. – Myślenie o pieniądzach paraliżuje – twierdzi. – Za to limit finansowy wyzwala kreatywność. Im mniej pieniędzy, tym robi się ciekawiej.

MAGIA SPOTKAŃ
Tę opinię podzielają Ola i Paweł Wysoccy, autorzy bloga Osiem Stóp (osiemstop.blogspot.com). Jeździli po świecie, jeszcze gdy stopy były cztery, ale od kilku lat w ekspedycjach towarzyszą im dzieci: Maciek i Kalina. Teraz tym bardziej przydają się umiejętności Pawła, który wierzy w powiedzenie: „pieniądze leżą na ulicy”. Właśnie dlatego na każdym wyjeździe udaje mu się podratować budżet tym, co znajdzie. Zwykle pierwszym znaleziskiem jest ludzka życzliwość: – W czasach studenckich jeździliśmy trochę po Bliskim Wschodzie – wspomina Ola. – Kie-dyś w Petrze zaprzyjaźniliśmy się z beduińską ekipą miejscowych chłopaków, mniej więcej w naszym wieku. Najpierw wprowadzili nas „tylnymi drzwiami”, za friko na „Petra by night”. Było wszystko, a nawet więcej, niż mogliśmy się spodziewać: świece, wielbłądy, herbat-ka w srebrnych czajniczkach i nocne śpiewy lokalnych artystów. Następnego dnia nowi znajomi zaprowadzili nas w miejsca, których nigdy byśmy nie zobaczyli na własną rękę, a potem podłączyli się do nas na kolejny tydzień i dzięki temu wszędzie mieliśmy ceny dla miejscowych, z wycieczką i nocowaniem na pustyni Wadi Rum włącznie.
Parę lat później, kiedy już jako Osiem Stóp jeździli dżipem po Stanach Zjednoczonych z ogromną, 18-stopową przyczepą, często okazywało się, że to właśnie otwartość na spotkanych po drodze ludzi i dzielenie się historiami jest najlepszą receptą na najpiękniejsze wspomnienia, a przy okazji oszczędności. (…)