Article

National Geographic Traveler / Aż poleje się krew

Raz w roku indonezyjska wyspa Sumba zamienia się w pole bitwy. Stawką jest urodzaj przy najbliższych zbiorach. W zamian bóstwa i duchy przodków oczekują krwawej ofiary.

Kiedy księżyc wnosi się nad nieboskłon, ratus – szaman plemienia na indonezyjskiej wyspie Sumba intonuje pieśń do bóstw. Od czasu do czasu przerywa gardłowe zawodzenia spluwając śliną czerwoną jak krew, zabarwioną od orzechów betelu. Co roku na przełomie lutego i marca ratus prosi bóstwa o znak. Dzięki niemu wiadomo, kiedy ma się odbyć Pasola, największy i najbardziej krwawy festiwal w Indonezji.

Kiedy kolejnego poranka na plaży masowo wykluwają się larwy świętych robaków nyale, które symbolizują bóstwa płodności, szaman wie, że nadszedł właściwy czas. Tuż przed festiwalem, którego symbolicznym początkiem jest zebranie z plaży świętych robaków, procesja mieszkańców wioski kieruje się w stronę gigantycznych grobowców przodków. Te ważące nawet kilka ton ogromne budowle, często wznoszone w centrum wioski, to pozostałości jednej z ostatnich ocalałych megalitycznych kultur na ziemi i jeden z dowodów na to, że życie i śmierć w kulturze Sumbańczyków są nierozerwalnie związane. Kolejnym dowodem jest Pasola – rytualna bitwa, w trakcie której rozlew krwi jest koniecznością, gdyż tylko taka ofiara zapładnia ziemię i gwarantuje udane plony.

Na polu walki w miejscowości Wainyapu na przeciwko siebie staną setki
uzbrojonych wojowników z sąsiednich plemion. Konie przystrojone kolorowymi wstążkami rżą niespokojnie, a walczacy, których ciała i twarze noszą ślady przebytych bitew, ostrzą groty drewnianych oszczepów, które będą wymierzone w przeciwników. Uderzenie strzały oznacza potworny ból, ale Sumbańczycy są urodzonymi wojownikami a widok krwi to ostatnie co ich przeraża: do dziś na wyspie praktykowane jest polowania na głowy, czarna magia i krwawe ofiary. (…)